Dobieranie par do rozpłodu.
Podstawą
hodowli gołębi wysokolotnych są pary rozpłodowe i od ich sformowania należy
rozpocząć hodowlę.
Na początek mogą to być 3-4 pary.
Należy do tego przeznaczyć gołębie najlepiej latające.
Ponadto muszą one być zdyscyplinowane,mieć dobrą orientację przestrzenną i
co bardzo ważne,nie mogą to być gołębie chorowite.
Przy dobieraniu gołębi do rozpłodu należy wziąć pod uwagę to ,że nie zawsze
para składająca się z dwóch dobrych lotników da potomstwo o podobnych możliwościach
lotowych.
Nie oczekujmy natomiast że zdarzy się sytuacja odwrotna tzn.że po gołębiach
słabych uzyskamy dobre potomstwo.
Dlatego należy przećwiczyć kilka wariantów,aby wybrać ten najlepszy.
Jeżeli w miarę rozwoju hodowli,trafią się wyjątkowo lotne okazy,można stopniowo
zastępować nimi poprzednie pary rozpłodowe,podnosząc przez to poziom hodowli.
Pomieszczenia dla gołębi rozpłodowych.
Zdobycie
dobrych par rozpłodowych nie jest rzeczą łatwą,dlatego takich gołębi nie należy
wypuszczać,aby nie ryzykować ich utraty.
W związku z tym muszą mieć zapewnione odpowiednie warunki do życia i rozmnażania.
Przedział rozpłodowy powinien być jasny, przestronny i odpowiednio wentylowany,jednak
bez narażania gołębi na przeciągi.
Najlepiej jeżeli ma zewnętrzną wolierę,gdzie gołębie mogą się kąpać i wygrzewać
na słońcu.
Powinien być wyposażony w odpowiednią ilość przedziałów gniazdowych oraz siodełek
do odpoczynku.
Po sezonie lęgowym należy przenieść samice do oddzielnego pomieszczenia,aby
zapobiec znoszeniu przez nie jaj jesienią i zimą.
W przedziale lęgowym zostawiamy samce,pilnują one swoich miejsc lęgowych i
w następnym sezonie nie dochodzi do bójek pomiędzy nimi.
Lęgi nie powinny trwać dłużej jak do końca sierpnia.
Wszystkie gołębie zakończą wtedy pierzenie przed zimą,a pary rozpłodowe mają
wystarczjąco dużo czasu na zregenerowanie sił przed następnym sezonem hodowlanym
,który w Polsce rozpoczyna się zwykle początkiem marca.
Przedział lotowy
Gołębie
ze stada lotowanego nie powinny wogóle przystępować do lęgów.
Dlatego dobrze, jeżeli przedział lotowy jest podzielony na dwie części ,dla
samców i samic.
Powinien być wyposażony w siodełka do odpoczynku,na których zmieści się tylko
jeden ptak.
Zdarza się bowiem, że samice nie mając odpowiedniego partnera,parują się między
sobą i znoszą jajka.
Należy więc tak urządzić gołębnik,aby nie znalazły odpowiedniego miejsca do
tego celu.Niektórzy chodowcy stosują w swoich gołębnikach podłogi wykonane
z siatki drucianej.
Podłoga taka uniemożliwia gołębiom zakładanie gniazd,ułatwia również utrzymanie
czystości w gołębniku.
Można też przeznaczać do lotu wyłącznie samce i gołębie młode.
W mojej chodowli,po jesiennej selekcji,zostają tylko pary rozpłodowe i kilka
najlepszych,wychodowanych w danym sezonie młodych(ok.10szt.) ,jako rezerwa
.
W nastepnym sezonie lotowym ,tworzę ponownie lot z gołębi młodych,a te rezerwowe,służą
do ich rozlatywania.
Gołębi lotowanych nie powinno się łapać w celu wypuszczenia ich do lotu,ponieważ
stają się wtedy płochliwe,
a ponadto niszczy się ich upierzenie.
Dlatego powinny mieć odpowiednio szeroki wylot,zaopatrzony w platformę do
startu.
Ważne jest aby wszystkie gołębie mogły startować równocześnie.
Nie ma wtedy problemów ze zmuszeniem ich do lotu,ponieważ gołębie lepiej rozlatane,porywają
za sobą
wszystkie pozostałe,również te mniej chętne.
Otwór wlotowy musi być tak skonstruowany aby po wejściu gołębie nie mogły
się wydostać z powrotem.
Można tu zastosować tzw."klawisze"albo wejście"belgijskie".
Gołębie po zakończeniu lotu powinny możliwie szybko wejść do gołębnika,ponieważ
mogą paść ofiarą jastrzębia,
albo spłoszone poderwać się ponownie i kiedy stanie się to wieczorem,mogą
zostać w powietrzu na noc.
Trening i selekcja
Treningi
w sezonie lotowym można przeprowadzać codziennie,nawet jeżeli gołębie latają
5-6 godz.
Przeszkodą może tu być jedynie ulewny deszcz,niski pułap chmur,mgła,albo silny
wiatr.
Dobrze gdy gołębie są wypuszczane do lotu o możliwie stałych porach dnia,uwzględniając
ich możliwości,tak aby zdążyły zakończyć lot przed zmierzchem.
Można oczywiście przyzwyczaić je do lądowania na sygnał,poprzez użycie do
tego celu droppera(gołąb jasno ubarwiony i słabo latający).Sygnał taki musi
kojarzyć się gołębiom z porą karmienia.
Metodę tą mogą stosować jedynie ci chodowcy,którzy dysponują odpowiednią ilością
wolnego czasu,ponieważ jeżeli przed zapadnięciem zmroku, gołębie nie zostaną
sprowokowane do lądowania odpowiednim sygnałem, zostają w powietrzu na noc
i wiele z nich ginie.
Nie ma mowy o dobrych wynikach,bez znajomości wartości i możliwości lotowych
każdego gołębia w stadzie.
Dlatego wszystkie młódki dołączane do stada lotowanego,powinny po rozlataniu,zostać
przetestowane pod kątem ich przydatności do lotu na wysokim pułapie(w pierwszej
kolejności usuwamy te,które notorycznie obniżają pułap ,albo maja skłonności
do włóczęgostwa).
Ja przed wypuszczeniem całego stada, wypuszczam najpierw na pół godziny dwa
młode, codziennie inne,zazwyczaj są one z jednego gniazda,lub wypuszczam stado
do lotu i gdy gołębie znajdują się już na punkcie,wypuszczam pojedynczo kilka
młodych,w kilkuminutowych odstępach.
Starają sie one dołączyć do stada które widzą w górze i po stylu w jakim to
robią widzę co który ptak
potrafi.
Każdy młody ma kartotekę ,gdzie zapisywane są oceny z tych lotów i dzięki
temu mam czytelny obraz wszystkich gołębi.
Na tej podstawie po sezonie lotowym,przeprowadzam selekcję i mam pewność że
nie popełnię błędu.
Ci którzy nie prowadzą selekcji i wszystkie wychodowane gołębie przeznaczają
do lotu, rzadko osiągają dobre wyniki,winą za to obarczając często chodowców
od których gołębie nabyli.
Przykładem niech będzie tu historia pewnego początkującego chodowcy.
Otóż będąc on przypadkowo świadkiem kilkugodzinnego lotu tiplerów ,zakupił
od jego właściciela(nazwijmy go chodowcą X) kilka gołębi,kilka sztuk dokupił
na targu i rozpoczął chodowlę.W pierwszym roku na wiosnę wychodował kilkanaście
młódków i okazało się,że latają one max.do 2 godzin i na dodatek niezbyt wysoko.
Zaczął więc rozpowiadać jak to został oszukany i gdy dotarło to do chodowcy
X,ten zdenerwowany odkupił z powrotem wszystkie swoje gołębie i podarował
je znajomemu,gdzie po oswojeniu okazały się bardzo dobrymi lotnikami.
W chodowli gołębi wysokolotnych bowiem musi być stosowana ostra selekcja a
podstawowe kryteria to lotność i odporność na choroby.
I zawsze decydujący wpływ na wyniki chodowlane mają predyspozycje, doświadczenie
i talent samego chodowcy.
Dobry chodowca musi być dobrym obserwatorem,musi umieć wyciągać właściwe wnioski,być
cierpliwy i konsekwentny.
Wielu rzeczy można się nauczyć,ale aby być naprawdę dobrym,trzeba to po prostu"czuć".
Dla dobrego chodowcy,niewiele jest na świecie rzeczy ważniejszych,od jego
gołębi.
Mając dobre,żywotne pary rozpłodowe,na pewno nie będziemy narzekać na brak
młodych.
Tak więc w locie powinny pozostać tylko te najsilniejsze,najbardziej zdyscyplinowane
i o najlepszym"ciągu".
Zdarza się czasem że wśród młódków, pojawia się sztuka wyjątkowa,o niespotykanych
zdolnościach lotowych.
Umiejętne wykorzystanie takiego szczęśliwego trafu,może być punktem zwrotnym
w hodowli.
U mnie zdarzyło się to już kilkakrotnie.
Opiszę może przypadek z ostatniego sezonu lęgowego.
Mam parkę zamojskich w wieku czterech lat,po których uchowałem już wiele młodych.
Pod względem osiągów lotowych,plasowały się one mniej więcej w środku stawki,
wśród moich gołębi.
W tym sezonie, w drugim lęgu,miały dwa młódki.
Jeden niebieski normalnie zbudowany,natomiast drugi czarny,z nietypowym,bardzo
szerokim,daszkowatym ogonem.Daszkowaty ogon często występuje u zamojskich,nigdy
jednak nie jest aż tak szeroki.
Niebieski od początku wykazywał większą chęć do lotu,pierwszy też zaczął latać
z grupą,niestety wkrótce zginął w zakryciu.
Natomiast czarny latał samotnie na średniej wysokości i po kilkunastu minutach
lądował.
Po około dwóch tygodniach pierwszy raz poszedł w zakrycie i kiedy nie powrócił
z innymi gołębiami,byłem pewny że już go nie zobaczę.
Wieczorem jednak zastałem go w gołębniku.
W następnych lotach było podobnie.Latał samotnie,po kilkunastu minutach szedł
w zakrycie i wracał wieczorem.
Przekonany że gdzieś przesiaduje,zamierzałem go zlikwidować.
Pewnego razu na krótko przed zmierzchem, zauważyłem latającego na dużej wysokości
gołębia.
Po jakimś czasie zaczął obniżać i wtedy go poznałem.Czarny zamojski z szerokim
ogonem.
Wyglądało na to, że on cały czas latał w zakryciu i na dodatek dłużej niż
pozostałe,bardziej wytrenowane gołębie.
Aby się upewnić wypuściłem go jeszcze dwa razy,podczas ostatniego lotu kilka
razy udało mi się wypatrzyć go przez lornetkę,a gdy lądował zbliżała się szósta
godzina lotu.
Od tego czasu już go nie wypuszczam,jest przeznaczony do rozpłodu.
Kiedyś trafił mi się taki wyjątkowy okaz wśród tiplerów.
W tej chwili większość moich tiplerów ma jego geny,i to jak latają,w dużym
stopniu jest jego zasługą.
Bywa jednak i tak,że pomimo wielokrotnej zmiany partnerów nie udaje się uzyskać
po takim osobniku dobrego potomstwa.
Żywienie
W żywieniu
gołębi wysokolotnych,doskonale sprawdzają się mieszanki opracowane dla chodowli
i lotów gołębi pocztowych.
Wyjątkiem są tu orliki i mikołajowskie,które mają skłonności do zapasienia
się i dla nich powinno się stosować specjalne żywienie.
Podstawowa zasada -gołębie należy karmić po locie.Przerwa między treningami
powinna być na tyle długa aby ptak przetrawił pokarm,przyswoił składniki odżywcze
i uzyskał z nich energię. Wole gołębia wypuszczanego do lotu powinno być puste.
Lotowanie gołębi,zanim przetrawią one pokarm, jest nie wskazane,bo zalegający
w ich wolu pokarm stanowi dodatkowy balast,a gołębie nie dość że nie uzyskają
energii potrzebnej w czasie lotu,to jeszcze jest ona wydatkowana na potrzeby
systemu trawiennego.
Gołębie rozpłodowe w okresie lęgowym powinny mieć pokarm przez cały czas.
Profilaktyka zdrowotna
Podstawowym
warunkiem w chodowli gołębi wyczynowych, jest utrwalenie u nich cechy doskonałej
zdrowotności.
Selekcję pod tym kątem należy przeprowadzać już na etapie gniazda, usuwając
wszystkie słabsze młódki.
Gołębie dorosłe powinny być corocznie szczepione i odrobaczane.
Muszą mieć wszystkie potrzebne im do życia minerały,oraz dobry i zróżnicowany
pokarm.
Jeżeli pomimo spełnienia tych wszystkich warunków,któryś z dorosłych gołębi
zachoruje, najlepiej go wyeliminować.
Pozostawianie w chodowli gołębi słabych i chorowitych ,prowadzi w konsekwencji
do stopniowej degeneracji hodowli,ponieważ takie gołębie pierwsze "łapią"chorobę",zarażając
następnie inne,a ich potomstwo przeważnie jest także chorowite.
W wyjątkowych przypadkach np.gdy zachoruje jakiś wartościowy i niezastąpiony
rozpłodowiec,można spróbować leczenia.
Niestety w Polsce dobry lekarz weterynarii,znający się na chorobach gołębi,
jest zjawiskiem dosć rzadkim,dlatego chodowcy często podejmują leczenie na
własną rękę,popełnając często przy tym wiele błędów.
Najgorszym jest niekontrolowane stosowanie antybiotyków,bez uprzedniego rozpoznania
choroby i braku podstawowych wiadomości na temat ich stosowania.
W konsekwencji prowadzi to do powstania szczepów bakterii odpornych na prawie
wszystkie antybiotyki.
Dotyczy to zwłaszcza salmonellozy,która jest zdecydowanie chorobą najbardziej
uciążliwą.
Jeżeli uda się nawet wyleczyć gołębia z tej choroby,może zostać on jej nosicielem
tzn.sam nie chorując zarażać inne gołębie.
Takie sztuki to prawdziwe przekleństwo w chodowli,ponieważ jedynym sposobem
na ich rozpoznanie, jest wykonanie badań laboratoryjnych na nosicielstwo,
co w przypadku kilkudziesięciu nieraz gołębi jest niemożliwe, min.z powodów
finansowych.
Salmonella potrafi utrzymywać się w hodowli latami,co jakiś czas dając o sobie
znać.
Występuje duża śmiertelność wśród młodych ,a te które przezyją ,są przeważnie
cherlawe i zupełnie nie nadają się do celów sportowych.
W takich przypadkach,często jedynym wyjściem jest przebadanie najlepszych
sztuk i po wybraniu tych zdrowych oraz dokładnej dezynfekcji wszystkich pomieszczeń
,rozpocząć chodowlę od początku.
Zaczynając chodowlę, należy ustalić sobie twarde zasady jeżeli chodzi o profilaktykę
zdrowotną i konsekwentnie się ich trzymać,bo każde odstępstwo może nas drogo
kosztować.
Dlaczego giną
Gołębie
wysokolotne potrafią osiągać imponujące wysokości.
W angielskiej prasie,swego czasu podano wiadomość,że pilot RAFu obserwował
nad Shefield,stado gołębi na wysokości 6000m.Straty są więc nieuniknione.
Im wyżej latają tym straty są większe.Jeżeli gołębie nie przekraczają granicy
widoczności,wtedy od czasu do czasu giną tylko pojedyncze sztuki,najczęściej
niedoświadczone młode,nie więcej jak kilka w sezonie.
Problem zaczyna się ,kiedy gołębie osiągają naprawdę duże wysokości.Może się
wtedy zdarzyć że w sezonie zginie ich nawet do 50%.
Dużo zależy od warunków atmosferycznych w jakich gołębie latają.Miałem przypadki,
że kiedy gołębie były w zakryciu,całe niebo zasnuwało się chmurami, bez najmniejszego
nawet prześwitu.
Wydawało się że nie ma żadnych szans na to,że ptaki powrócą.Jakież było moje
zdziwienie gdy po kilku godzinach zobaczyłem gołębie na "punkcie".
Później zdarzyło się to jeszcze kilka razy.
Wiele razy obserwowałem, jak będące na dużej wysokości gołębie ,zaczynają
wchodzić w chmurę. Zdezorientowane,zbijają się wtedy w zwartą grupę i zaczynają
kręcić w kółko, tworząc jak gdyby wir, po czym znikają.
Zwykle po kilku minutach pojawiają się znowu.
Bywa,zwłaszcza wiosną,że niespodziewanie nadchodzą krótkotrwałe, ale gwałtowne
śnieżyce-i z takich opresji gołębie potrafią wyjść zwycięsko.
Również chmury burzowe mogą być bardzo niebezpieczne dla gołębi.
Występują wtedy bardzo silne prądy wznoszące, mogące wynieść gołębie na bardzo
duże wysokości, a następnie mogą one zostać rozproszone przez burzę.
Obserwowałem przez lornetkę, jak latające pod takimi właśnie chmurami gołębie,zostały
wciągnięte w wąski prześwit pomiędzy nimi i natychmiast straciłem je z oczu.
Wśród lotniarzy jest to zjawisko znane i nazywane "zassaniem".
Bardzo niebezpieczne są nadchodzące gęste mgły.
Jednak co może wydawać się nieprawdopodobne,najwięcej gołębi ginie przy pięknej
słonecznej pogodzie i bezchmurnym niebie.
Prawie co roku zdarza się taki lot,kiedy z zakrycia nie powraca nawet do kilkunastu
sztuk.
Zdarzyło się też że zginął mi cały lot.27 gołębi poszło w zakrycie i nie zszedł
ani jeden .
A było to pod koniec sezonu lotowego i gołębie wracały wiele razy z naprawdę
trudnych lotów.
Znajomy hodowca,który hoduje wysokoloty od ponad 40 lat,stracił w ten sposób
wiele gołębi.
Również hodowcy z innych krajów donoszą o takich przypadkach.
Zauważyłem pewne prawidłowości które mogą rzucić trochę światła na to zjawisko.
Otóż zawsze wtedy jest piękna słoneczna i bezwietrzna pogoda,bezchmurne niebo
i giną najwybitniejsze i najbardziej wytrzymałe sztuki.
Natomiast na drugi dzień przeważnie następuje załamanie pogody.
Jest wiele hipotez tłumaczących to zjawisko.
Według niektórych chodowców przyczyną są prądy wznoszące o dużej sile.Wynoszą
one gołębie na bardzo duże
wysokości.Sztuki mniej wytrzymałe odpadają i te powracają ,natomiast najlepsze
ciągną coraz wyżej.
Jakie wysokości osiągają możemy się tylko domyślać.
Być może latając w ekstremalnych warunkach otoczenia,zupełnie wyczerpane giną.
Instynkt orientacji i powrotu do gołębnika u gołębi, zależy od prawidłowego
funkcjonowania mózgu.
U gołębia będącego w stanie skrajnego wyczerpania,latającego w warunkach niedotlenienia,
funkcje te mogą zostać w znacznym stopniu zaburzone. Spotkałem się też z twierdzeniem
że przyczyną są ptaki drapieżne,które atakują gołębie na dużych wysokościach
i rozpraszają je. Najwięcej gołębi ginie jesienią. Być może więc,odzywa się
w nich instynkt przodków i napotkawszy stado wędrujących dzikich ptaków,przyłączają
się do nich i odlatują.
Hipoteza o poziomych prądach, znoszących gołębie bardzo daleko odpada,ponieważ
ginęły by wtedy sztuki najsłabsze.
Co można na to poradzić.
Każdy gołąb
latający na dużych wysokościach ,lotowany regularnie, w końcu zginie.
Jeden po kilku lotach ,inny po kilkudziesięciu,najlepsze mogą latać kilka
lat.
Miałem bardzo dobrego zamojskiego ,którego zdawałoby się nic nie jest w stanie
pokonać.
Był u mnie przez kilka lat,latał nawet zimą.
Wiele razy zostawał na noc, zawsze wracał.
Nieraz po kilku dniach ,zupełnie wycieńczony.
Zginął latem podczas długiego dnia,w dobrych warunkach atmosferycznych.
W tym roku zgubiłem tiplera-samiczkę ,która wydawałoby się była nie do zgubienia.
Chcąc mięć gołębie latające na dużych wysokościach,trzeba się pogodzić z tym
że będą ginąć.
Można jedynie starać się postępować tak,aby straty były jak najmniejsze.
Dużo zależy od odpowiedniego dobrania gołębi do lotu.
Nie mogą to być wyłącznie sztuki o najlepszej lotności,muszą być też i te
gorsze.
Wprowadzają one spokój w stadzie i mniej gołębi ginie.
W każdym locie powinno być też, kilka gołębi starszych ,doświadczonych-to
one kształtują harakter lotu i są przykładem dla młodych.
Można też,poprzez odpowiednią selekcję doprowadzić do tego, że gołębie będą
latać na średnich wysokościach.
Nie będą wtedy ginąć .Wszystko zależy od upodobań chodowcy.
Oswajanie młódków
Stopień
trudności przy oblatywaniu młódków zależy od rasy,warunków otoczenia,a nawet
charakteru poszczególnych gołębi.
Chodowca,który dobrze zna swoje gołębie wie,które młode może śmiało wypuścić
na dach,nawet po 1-2 dniowej obserwacji przez nie otoczenia pod koszem ,a
którym musi poświęcić więcej uwagi.Niektóre młódki są tak płochliwe lub chętne
do lotu, że po wypuszczeniu ich na dach,od razu się zrywają,
i albo wogóle nie potrafią później znaleźć drogi do gołębnika,albo jako niedostatecznie
oswojone z dachem,latają wkoło gołębnika,nieraz nawet przez kilka dni,ale
boją się usiąść.
Takie gołębie należy oblatywać bardzo ostrożnie i wypuszczając je pierwszy
raz na dach,dobrze jest im związać, lub skleić taśmą klejącą, po trzy lotki
w każdym skrzydle.
Zazwyczaj nie zrywają się wtedy do lotu i kiedy oswoją sie już z dachem i
nauczą wchodzić do gołębnika,
rozkleić je.
Nigdy nie należy płoszyć młodych do ich pierwszego lotu bezpośrednio z dachu.
Jeżeli młody po ok.14 dniach zapoznawania się z otoczeniem nie zrywa się do
lotu,trzeba go do tego sprowokować.Najlepiej wynieść go przed dom i wyrzucić
ręką do góry.
Jeżeli próba się nie powiedzie,można spróbować rzucić go razem z gołębiem
już rozlatanym.
Zdarzają się gołębie szczególnie ciężkie do rozlatania,nie należy jednak przedwcześnie
z nich rezygnować, ponieważ często później okazują się znakomitymi lotnikami.
Całkiem inaczej wygląda to w przypadku takich ras jak orlik lub mikołajowski.
Zainteresowanych odsyłam do bardzo ciekawego artykułu
długoletniego hodowcy tych gołębi pana Romana Lacha.
Osobny problem to oswajanie gołębi starych na nowym miejscu.
Osobiście uważam,że gołębie stare powinno się kupować tylko do celów rozpłodowych,
ponieważ nigdy do końca nie wiadomo, jak taki gołąb był trenowany i czy ma
utrwalone prawidłowe nawyki.
Możemy np.spisać na straty bardzo dobrego ptaka,ponieważ nie będzie chciał
latać,natomiast młode po nim mogą być bardzo dobre.
Jeżeli z jakiegoś powodu (np.zmiana miejsca zamieszkania)musimy przyzwyczaić
gołębie do nowego miejsca,najlepiej zrobić to w okresie lęgowym.Dobrze,gdy
ptaki mają możliwość wyjścia na dach i spod kosza , przez dłuższy czas obserwować
otoczenie.
Wypuszczać należy je wtedy ,gdy mają jajka lub młode.
Ja robię to w ten sposób,że przez jakiś czas wypuszczam je na dach z całkowicie
sklejonymi lotkami i puszczam wolno dopiero wtedy,gdy widzę, że szybko i bez
oporów wchodzą z powrotem do gołębnika(potrzebne jest do tego oczywiście odpowiednio
zlokalizowane wejście).
Trzeba jednak cały czas obserwować dach i być w pogotowiu, gdy któryś spadnie
na ziemię.
Z moich doświadczeń wynika, że takie postępowanie daje o wiele większą skuteczność,niż
wypuszczenie ich od razu na wolność,ponieważ w takich przypadkach przeważnie
od razu zrywają do lotu i nie rozpoznając otoczenia,zaczynają szukać poprzedniego
miejsca.
Jeśli nawet niektóre wracają , jako niedostatecznie oswojone z dachem boją
się wylądować.
Niektórzy uważają, że młodym przed wypuszczeniem,powinno się przez kilka dni,
drastycznie ograniczyć ilość podawanego pokarmu i wypuszczać ,gdy są już bardzo
wygłodniałe,aby jak najszybciej z powrotem weszły do gołębnika.
Moim zdaniem,nie jest to najlepszy pomysł ,ponieważ głodzenie młodych w tym
okresie wpływa niekorzystnie na ich rozwój,a będąc ciągle głodne dziobią wszystko
co znajdą,przez co łatwo mogą zarazić się jakąś chorobą.
Bywa niekiedy i tak,że nowo zakupiony ptak po kilkudniowym trzymaniu go pod
koszem ,bez oporów pozostaje w nowym miejscu-dotyczy to przeważnie gołębi
o małej wartości lotowej.
Ptaki drapieżne.
W Polsce
gołębie najczęściej atakuje jastrząb gołębiarz. Dzieje się to zwykle zaraz
po starcie i przy lądowaniu.
Zdarzają się też ataki jastrzębia,przeprowadzane na dużych wysokościach.
Stara się on najpierw rozproszyć stado,by później dopaść upatrzonego gołębia.
Najczęściej atakuje jesienią i zimą.
Dlatego regularne treningi należy prowadzić do końca września,później latają
tylko gołębie przeznaczone na straty.
Nie należy dopuszczać,aby gołębie za długo przesiadywały na dachu,ponieważ
mogą stanowić pokusę dla jastrzębia.
A jeżeli złapie on kilka sztuk ,włącza okolice gołębnika do swojego rewiru
łowieckiego i regularnie go patroluje.
Ptaki drapieżne spełniają ważną rolę w przyrodzie i prześladowanie ich należy
zdecydowanie potępić, tym bardziej, że są one objęte całoroczną ochroną.
Przez rozumne postępowanie można znacznie ograniczyć straty przez nie powodowane.